RSS

Dwa kroki do tyłu, by zrobić trzy do przodu

Nie lubię zdradzać swoich planów, zanim nie zostaną one ukończone, albo chociaż nie będą na jakimś zaawansowanym etapie, bo bardzo często – prawie zawsze? – okazuje się po tym, że sprawa rozmyła się na samych planach, a osoby, które wzięły sobie do serca zapowiedzi, zaczynają się dopytywać o postępy, a ja się czuję potwornie, musząc wszystko odkręcać. Jeszcze bardziej nie lubię jednak domysłów i plotek, bo zwykle nie wychodzi z nich nic dobrego. Mam wrażenie, że bardzo chaotycznie, ale dużą większość napisałam już tutaj, ale cóż, najwyżej się powtórzę.

Read the rest of this entry »

 
Leave a comment

Posted by w dniu 23 Kwiecień 2012 in informacje

 

Tagi: , ,

Smak melancholii

Wzięłam się za czytanie “Harry Potter i Koniec Świata” irytka, tekstu uznanego przez większość moich znajomych za “genialny, innowacyjny i taki, co to takiego nie było”. Zaczęłam czytać i ogarnęła mnie melancholia.

Nie mogę powiedzieć, żeby to był zły tekst, choć ma słabsze momenty. Podoba mi się jak prowadzona jest akcja (wręcz widzę po sobie, że przejmuję się, co zaraz się stanie i zaciskać kciuki za bohaterów), jestem pod olbrzymim wrażeniem niektórych scen – zwłaszcza alkoholowo-bełkotliwych dyskusji czy scen kłótni – to naprawdę trudno napisać, a tu wyszło znakomicie. Z zaciekawieniem poznaje wykreowany świat i z radością małego dziecka wyszukuję różnych analogi i mrugnięć autora do czytelników.

I wciąż towarzyszy mi melancholia.

Tekst jest nieskończony i o ile wiem, nigdy nie będzie. Napisane jest ponad 420 stron – gdybym zebrała wszystko co kiedykolwiek napisałam, to tyle by nie wyszło – i tak po prostu porzucone.

Jasne, nie mam prawa mówić autorowi, co ma pisać, a co nie, ale jednak jest mi smutno.

Mam wrażenie, jakbym widziała maratończyka, który przebiegł prawie całą trasę, po czym tuż przed metą stwierdził: Chrzanię to, idę na kawę.

Czytałam kilka tekstów, które chciałabym zobaczyć skończone, ale na to się nie zanosi. Gdzieś jakaś część we mnie chciałaby zakrzyknąć: Jak tak można? Toż mi się podoba, wciągnęłam się, chciałabym dowiedzieć, co było dalej, a ty mi tak… Na szczęście jest jeszcze inna, co wali tę pierwszą po głowie i każe się jej opamiętać.

Powinnam przestać czytać nieskończone teksty – będę miała mniej problemów.

 
Leave a comment

Posted by w dniu 5 Kwiecień 2012 in przemyślenia

 

Tagi: ,

O betach

Porozmawiajmy dzisiaj o Betach. Dla zaznajomionych z terminologią, Bety to osoby, które pełnią funkcję redaktorów zapisanych tekstów. Autor – Alfa – wygładza tekst na tyle, na ile jest w stanie, zaś Beta, pełniąc nieco rolę filtra, sprawdza czy tekst jest poprawnie napisany. Określenie „poprawnie” może mieć dwa znaczenia: poprawnie – pod względem stylistyczno-gramatyczno-ortograficzno-interpunkcyjnym lub też pod względem logiki wydarzeń i charakteru postaci. Stąd też niekiedy wymienia się dwa typy Bety: Bety stylistyczne i Bety merytoryczne.

Jeśli chodzi o mnie, to nigdy nie podejmuję się pełnienia roli Bety stylistycznej – sama mam zbyt dużo problemów z pisaniem poprawnie, bym mogła komuś wytykać błędy, co widać po umieszczonych tutaj nie-betowanych notkach. Czasem wręcz dochodzi do sytuacji kuriozalnych, gdy w moim tekście znajdują się obok siebie zdanie bardzo niepoprawne i bardzo poprawne i ja nie widzę różnicy, lub też, pod wpływem odgórnej łaski, widzę, że coś jest nie w porządku, ale nie mam pojęcia, co. O przecinkach to nawet nie ma co mówić. Prowadzę z draniami regularną walkę i niestety, jak na razie, zdecydowanie wygrywają.

Cała sytuacja i dysleksja (prywatne przekleństwo, które oddałabym każdemu, gdyby była tylko taka możliwość) sprawiają, że jestem zmuszona poszukiwać osób, które znajdą chwilę, by zerknąć na kolejny rozdział moich mentalnych wypocin (wymiocin?). Rozstrzał Bet, z którymi pracowałam jest ogromny i jeśli miałabym wymieniać jakieś prawidłowości, to mogłabym wspomnieć o dwóch najważniejszych:

– Czułość Bet na błędy jest najróżniejsza. Na samym początku mojej fanficowej działalności trafiłam na Betę, która miała mniejsze umiejętności niż ja obecnie. Stąd też z dobieraniem Bety stylistycznej trzeba ostrożnie, bo można bardzo się przejechać. Są również takie, które biją po łapkach za dwa „i” czy „że” w zdaniu, mimo że na słuch nie wyczuwa się, by jakoś to specjalnie przeszkadzało.

– W języku poza pewną grupą rzecz, które są zabronione jak np. błędy ortograficzne (no chyba, że jest to świadomy i celowy zabieg autora), jest mnóstwo rzeczy, które należą do kategorii „dopuszczalne”. W tej grupie należą pewne niekonwencjonalne zapisy wypowiedzi, formy zdania, styl czy forma tekstu. I tak w zależności od Bety, jedna uzna, że coś jest w porządku, a druga się oburzy, że to należy kategorycznie zmienić.

Z Betami merytorycznymi sprawa jest znacznie bardziej płynna. Dobra Beta merytoryczna to nie tylko osoba, która powie, że dana postać jest fajne lub nie, ale też wytłumaczy, dlaczego. To ktoś, kto wytknie fragment i stwierdzi, że brakuje tutaj opisu lub jest go za dużo; powie, że dane rozważania bohatera są zbyt wzniosłe lub zbyt suche; pokiwa głową nad dialogiem i każe go zmienić, bo tak rozmawiają dwaj idioci nie para wytrawnych polityków. Ogólnie jest to ktoś, kto po przeczytaniu teksty jest w stanie powiedzieć, co zrobić, by tekst stał się lepszy. Jest to bardzo trudna praca, wymagająca wyczucia i umiejętności. Jeśli przy Becie stylistycznej konieczna jest bezbłędność i perfekcyjne opanowanie języka, to przy Becie merytorycznej konieczny jest zmysł literacki.

Sama praca Bety bywa mało wdzięczna. W przypadku Bety stylistycznej poprawianie naprawdę trywialnych błędów czy literówek oraz przekonywanie autorki, że to zdanie naprawdę źle brzmi, może człowiekowi zszargać nerwy. Beta merytoryczna ociera się za to nieraz o chęć zamordowania upartej Alfy, która nie chce przyjąć do wiadomości, że takie rozwiązanie fabularne jest totalnie go kitu, trąci kiczem, patosem, a dany fragment powinno się odczytywać niektórym w ramach tortur psychicznych.

Zdarzają się również inne wpadki. Raz, mając grypę i koszmarnie zakatarzony nos, od którego łzawiły mi oczy, poprawiałam o drugiej w nocy tekst. Chciałam go koniecznie wrzucić, bo wiedziałam, że rzeczywistość ciągnie mnie za nogę i jeśli nie zrobię tego teraz, to przez dwa tygodnie nawet nie tknę. W efekcie jasnozielone poprawki mojej drogiej Bety zlewały mi się z białym tłem i po wywieszeniu tekstu, kilka błędów wytknęli mi czytelnicy. Beta była na mnie wściekła, czemu się nie dziwię. Z mojej winy wyszło, że nie sprawdziła dokładnie tekstu. Kilka razy za to ja oznajmiałam światu, że się nie biorę za betę merytoryczną, bo to bezsensowna praca – ja siedzę, poprawiam tekst i poświęcam swój czas, a autorki mają to totalnie w nosie.

Praca Bety bywa często niedoceniania przez czytelników. Zdecydowanie jednak doceniają jej rolę autorki. Dobrze zgrany randem Alfy i Bety potrafi sprawić, że powstają teksty-perełki. Jako autorka wiem, że to, co dla mnie wydaje się oczywiste, dla kogoś innego może być zupełnie nie zrozumiałe. Stąd też potrzebny jest nasz papierek lakmusowy, nasz prywatny królik doświadczalny, który podejmie się przeczytania pierwszych wersji opowiadania i go oceni.

Dlatego ja kończąc, dziękuję raz jeszcze wszystkim moim byłym, a zwłaszcza obecnej Becie za ich pracę i wysiłek. Dzięki wam moje teksty nie mają błędów, w przeciwieństwie do tej notki. XD

 
Leave a comment

Posted by w dniu 5 Kwiecień 2012 in przemyślenia

 

Tagi:

O romansie – krótki zarys

Odkryłam ostatnio nowe słowo, które wywołuje u ludzi grozę. I nie mam tu na myśli „eutanazji”, „liposukcji” czy „kastracji”, ale zdawałoby się, że taki niewinny „romans”. Dlatego dzisiaj pogwarzymy sobie właśnie o nim.

Nie wiem, jak to jest, ale wystarczy, że tylko wspomnę o Tym Słowie w kontekście jakiegoś opowiadania czy powieści, a nagle nikt nie ma czasu, zbiera się do wyjazdu czy doznaje niesprecyzowanych ataków ślepoty, które uniemożliwiają mu czytanie.

Po części mnie to wkurza, po części śmieszy, ale tak naprawdę dziwi, bo tak się składa, że sama jestem szczerą miłośniczką romansów. Jest tylko jeden warunek – owe romanse muszą być ciekawe, oryginalne i dobrze napisane.

Przekopałam się przez stosy chłamu, przy których cierpnie język, a zęby atakuje próchnica. Nie oszczędzono mi niczego: całusków przy zachodzącym słońcu, spacerku przy księżycu, miłości (a może powinnam napisać Miłości, bo tak wieeelka była) od pierwszego wejrzenia. Czytywałam wzdychania bohaterów, zalewanie się łzami i Wielkie Cierpienie Po Kres Istnienia. Przeszłam przez to wszystko zaprawiona w myśl dewizy: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”. Na dzień dzisiejszy stałam się swego rodzaju specjalistką od romansów książkowych i nie raz zdarzało mi się doradzać autorom, bo choć bardzo chcieli umieścić w swoim tekście taki wątek, to zupełnie nie mieli pojęcia, jak się tego zabrać.

Co jest powodem, że ludzie tak alergicznie reagują na romans? Jego powszechność. Większość z nas była zakochana lub też z takim zjawiskiem się zetknęła i pozornie wydaje się, że znamy temat do głębi i teraz wystarczy wyklepać to wszystko do komputera. Nic podobnego! Romans to taki sam typ literacki jak każdy inny i rządzi się swoimi prawami. Kto ich nie zna, ten może stworzyć coś, co będzie mogło służyć jako podpórka pod stół albo podpałka do grilla.

Pierwsze pytanie, jakie powinniśmy sobie zdać, brzmi: czym różni się dobry romans od złego? Można wymienić mnóstwo czynników, ale ja pozwolę sobie wspomnieć o trzech: o braku schematyczności, psychologii postaci, prawdopodobieństwie świata.

Pamiętajmy, że sama konwencja romansu opiera się na prostym wzorze: dwie osoby spotykają się, poznają się i zakochują. Zadaniem autora jest sprawić, by ten schemat był punktem wyjścia, a nie początkiem kolejnych utartych motywów. Nie jest to proste, bo wokół nas mnóstwo wzorów do naśladowania i czasem aż się prosi, by pójść na łatwiznę i wcisnąć taki czy inny. Im więcej takich utartych kliszy, tym opowiadanie staje się bardziej przewidywalne, a w końcu nudne.

Psychologia bohaterów odgrywa również olbrzymie znaczenie. Często dobijało mnie, że postać zachowywała się niekonsekwentnie do tego, jak została wykreowana. Klasycznym, wyświechtanym do bólu jest tu motyw Złego Bohatera, który jest dobry tylko dla głównej bohaterki bez żadnego sensownego powodu (poza oczywiście jego miłością, która wzięła się nie wiadomo skąd. Nie, cofam! Pokochał ją, bo jest główną bohaterką, a jest główna bohaterką, ponieważ ją pokochał).

Trzecią rzeczą, o której chcę wspomnieć, jest prawdopodobieństwo świata, w którym dzieje się akcja opowiadania. Jak to ładnie określiła jedna moja znajoma: „Czytanie romansów jest bez sensu, bo wiem, że co by się nie działo, i tak wszystko skończy się Happy Endem”. Jest to dość częste w różnych powieściach, czy komediach romantycznych z Hollywoodu. Tam wszystko układa się jak z płatka, a akcja idzie jak po sznurku. Czy tak jest w rzeczywistości? Czy jakaś osoba nie zastanawia się, czy angażowanie ma w ogóle sens? Nie rozważa czy uczucie, które czuje, jest przyjaźnią czy może czymś więcej? Inną sprawą jest prawdopodobieństwo zdarzeń. Czytuję o takich zbiegach okoliczności, że czasem łapię się za głowę, bo nie mogę uwierzyć, że autorka mogła pomyśleć, że ktokolwiek w to uwierzy.

Oczywiście, zarysowując problem, tknęłam jedynie czubek góry lodowej, ale jak widać zadanie nie jest wcale proste i wymaga gruntownego przemyślenia. Co więcej nie każdy nadaje się do pisania takich tekstów. Nie, wcale nie żartuję. Są ludzie, którzy nie potrafią pisać komedii albo horroru, a są takie, które nie potrafią pisać romansu. To nie zbrodnia, większa zbrodnią jest pisanie go na siłę, posługując się zlepkiem kliszy. Ale o tym już pisałam.

Na koniec pozwolę sobie ruszyć jeszcze jeden temat związany z romansem. Otóż chcę pomówić o slashach (czy też yaoi/yuri, jak kto tam się zwie), czyli o romansach z parą homo. Obiegowa opinia krąży, że są to teksty bardzo trudne do napisania (zetknęłam się nawet z wypowiedzią, że: „są to lepsze i głębsze teksty niż zwykłe romanse hetowe”, co nie ukrywam wywołało u mnie atak furii). Przez długo zgadzałam się z tą myślą, ale jakiś czas tematu, po przemyśleniu paru spraw, uznałam, że nie, to bzdura.

Dlaczego miałby romans o parze homo być trudniejszy od pary hetero? Czy osoby w takiej parze to jacyś kosmici? Ich związek nie opiera się na uczuciu? Nie ma w nim rozterek, niepewności i wątpliwości? Gdzie jest problem? Zwykle wymienia się, że kobiecie trudniej jest wiarygodnie oddać umysł geja. A oddanie umysłu heteroseksualnego mężczyzny jest łatwiejsze? Związki homo często stykają się z większą ilością problemów, niż pary hetero, ale ja nie widzę w tym żadnej przeszkody w tworzeniu; po prostu trzeba więcej rzeczy uwzględnić. Zamiast opisywać kolejną komodę, można ten kawałek poświęcić sytuacji społecznej.

Tak naprawdę trudność mogą sprawić dwie rzeczy. Pierwszą z nich jest mały zasób schematów, jakie autor ma na podorędziu. Mało jest odniesień w literaturze, więc piszący nie może sięgnąć do „skrzyneczki” i podratować się, w razie gdyby zabrakło mu Weny. Trzeba poczytać odpowiednią literaturę (mam tu na myśli fachową i naukową) i pozbierać materiały, a następnie użyć swojej imaginacji. Pewnie dlatego tak się wychwala takie teksty – nuta egzotyki plus solidne przygotowanie autorów, przy pójściu na łatwiznę ze strony autorów hetowych.

Drugim problemem może być nasze nastawienie do tematu. Cóż, tradycyjne wychowanie może poważnie nam utrudnić pisanie takiego tekstu. Ale tu już winą są nasze poglądy, a nie romans.

 

 
Leave a comment

Posted by w dniu 5 Kwiecień 2012 in przemyślenia

 

Tagi: ,

Wbrew plotkom, ciągle żyję

Dementuję plotki, że przepadłam, porwało mnie ufo, albo zostałam szpiegiem (zwłaszcza to ostatnie byłoby dla mnie niedogodne).

Jak zwykle na przeszkodzie rzeczom przyjemnym stoi zwykła pragmatyka. Zniknęłam i nie wklejałam niczego, nie z zapominalstwa ani nawet nie z lenistwa (o dziwo!), ale cudnym zbiegom kolejnych problemów.

Najpierw przez dobre trzy miesiące chorowałam i żyłam tylko na lekach rozkurczowych i przeciwbólowych, później trafiłam do szpitala i dochodziłam do siebie po owej wizycie, a wreszcie moja pani promotor zaczęła się upominać o rozdział pracy magisterskiej, który przecież już powinnam mieć napisany.

W efekcie na szybko kompletuję notatki i stukam rozdział, a na pisanie czegokolwiek innego nie mam ani czasu ani mentalnie siły.

Mam jednak zamiar nadrobić zaległości jak tylko uporam się z tym dziadostwem, więc trzymajcie za mnie kciuki, jeśli możecie.

 
1 Comment

Posted by w dniu 27 Marzec 2012 in informacje

 

Tagi:

A na ślub wielki tort

Trochę się wahałam przed napisaniem tego wpisu. Po pierwsze, dlatego że trochę opowiadanie o własnym tekście pobrzmiewa rozbuchanym ego i samouwielbieniem do pisanej historii, a trochę bo nie ma nic gorszego niż ukierunkowanie autora, jak należy rozumieć jakiś element tworzonej rzeczywistości. Tekst ma bronić się sam i co więcej, czytelnicy powinni mieć pełną swobodę interpretacji, nawet jeśli interpretacja będzie błędna.

Z drugiej jednak strony na przykład ja uwielbiam analizy postaci bohaterów i doszukiwanie się drugiego, trzeciego i piątego dna. Jako autor jestem więc trochę pokrzywdzona, bo nikt nie ma ochoty dyskutować ze mną o moich postaciach – podejrzewam, że dlatego, iż jakoś tak głupio się kłócić, że bohater jest kimś zupełnie innym niż autor twierdzi. (Swoją drogą jest to fair, bo przecież autorowi mogło “się napisać” coś innego niż planował, co nie?).

Wracając do tematu, to uznałam, że zrobię tak coby wilk był syty i owca cała i opowiem wam o pewnej mojej inspiracji i garści pozbieranych informacji do tekstu. Jak wszyscy piszący wiedzą, zwykle zbiera się dość dużo informacji, gdzie część trafia do tekstu, a część do kosza. Dzisiaj więc nieco z zabawy od kuchni. Ci co nie lubią choćby minimalnych spoilerów i nie chcą sobie psuć własnej wizji, proszeni sobie, o przejście gdzieś dalej.

Read the rest of this entry »

 
Leave a comment

Posted by w dniu 15 Luty 2012 in ciekawostki, poza czasem

 

Tagi: ,

Posesyjnie

Sesja zakończona. Jupi, hurra i w ogóle orgiastyczna radość z tego faktu. Co prawda pani promotor życzy sobie, aby przyniosła jej rozdział do oceny, a ja jestem kompletnie w piórkach, ale na razie wypieram – i to całkiem sprawnie jak na to widzę – ten fakt.

Teraz następuje ta trudna czynność, czyli przypomnienie sobie jak się w ogóle pisze, wykopanie za drzwi Niekończących Się Wątpliwości i poszukanie Wena. Trochę to zajmie, ale jestem dobrej myśli, bo wymyśliłam jak rozwiązać jedną scenę, która ostatnio sprawiała mi kłopoty.

A tak naprawdę, to będę musiała wrzucić tu gdzieś zakładkę: “Co Jod robi poza pisaniem”. Przynajmniej wiadomym będzie, że spędzam kreatywnie czas, na przykład lepiąc z modeliny marchewki (śliczne wyszły!).

Ot taka dygresja.

Dla tych co nie spostrzegli, założyłam nowego bloga (kolejnego…), tym razem z moimi recenzjami. Szukać go tutaj: Niebieski notes

 
Leave a comment

Posted by w dniu 15 Luty 2012 in pisanie

 

Najróżniejsze nieszczęścia

Kilka dni temu wróciłam ze szpitala. Niektórzy mogą wiedzieć bądź nie, ale od trzech miesięcy byłam dość poważnie chora i w końcu w szpitalu doprowadzili mnie do porządku. Co prawda teraz siedzę na antybiotyku, ale przynajmniej idzie w stronę zdrowienia.

Ledwo wróciłam do domu i dopadła mnie sesja i tragiczne zaległości, które narobiłam sobie przez te trzy miesiące chodzenia w kratkę. Myślę o egzaminach z duszą na ramieniu i błagam, kto może niech trzyma za mnie kciuki.

Pytano mnie o następne rozdziały Poza czasem i mogę powiedzieć tak: liczcie na cokolwiek po sesji (cholera zaś wie, kiedy to “po sesji” zaistnieje, teoretycznie w połowie lutego, ale los pokaże). Na obecną chwilę nie mam głowy do takich spraw, gdy mam tu kwestię uczelnianego życia lub śmierci.

Ta sytuacja z ACTĄ mnie poważnie zirytowała i dobiła. Nie tylko za sam fakt, ale również dlatego, że kogo nie pytam ten podaje mi sprzeczne informacje i w końcu nie wiem, czy po ewentualnym wejściu tego cholerstwa fiki będą musiały zniknąć z sieci czy nie. Przyjmuję tę najgorszą opcję, że jednak ACTA wejdzie a fiki będą musiały zniknąć. W tej sytuacji mam zamiar odfanficować te teksty, które będzie się dało w tym Poza czasem. Ogólnie więc nie ma się czego obawiać, tekst będzie kontynuowany i planuję go skończyć. To czy w wersji ff czy nie, to się okaże.

 

 

 
2 Comments

Posted by w dniu 28 Styczeń 2012 in informacje, poza czasem

 

Tagi: , , ,

Scenerie nieromatyczne

Głównie chciałam ograniczyć się do napisania, że nowy rozdziała Poza czasem w końcu się pojawił, ale potem pomyślałam, że skoro już siadam do pisania, to może jakiś taki mały komentarz do tego rozdziału, a właściwie do zjawiska, na które ten rozdział odpowiada.

Czytając Niewidocznych akademików trafiłam na genialny fragment, gdzie główna bohaterka rozmyśla nad czytanymi przez nią romansami, zastanawiając się na przykład dlaczego nie ma w nich ani słowa o kuchni czy gotowaniu. Przyklasnęłam jej uradowana, bo sama miałam podobne spostrzeżenia.

Mnie osobiście jako czytelniczce romansów najbardziej brakuje takich zwykłych, przyziemnych scen, w których bohaterowie zachowują się jak najnormalniejsi ludzi, którzy mają swoje obowiązki. Wiadomo, że w niektórych romansach bohaterowie nic mają do roboty nic innego niż tylko oddawać się tym romansom, ale nie zawsze tak jest. Jeśli historia dzieje się w pomiędzy dwoma osobami z klasy średniej, które poza pracą muszą zajmować się całą masą różnych rzeczy, o których byłoby dobrze, aby autorzy jednak nie zapominali.

Chcę, żebyście dobrze mnie zrozumieli, nie mówię, że autorzy mają opisywać każdą czynność, której poddają się bohaterowie, bo to byłoby nudne. Twierdzę jednak, że czasem fajnie byłoby przeczytać, że ktoś musi iść do sklepu, bo lodówka jest pusta albo trzeba zrobić pranie. Mówię o wszystkich tych rzeczach, które sprawiają, że bohaterowie nie jawią się jako roboty, tylko zwykli ludzie ze zwykłym, często zawiłym życiem.

A nawet jeśli bohaterowie są horrendalnie bogaci i mogą mieć wszystko, to również miło by było, gdyby poza wzdychaniem do siebie mieli jakieś własne życie. Przecież człowiek ma zainteresowania, hobby, obowiązki do wykonania. Czy naprawdę wszystkim, czym mogą zajmować się bohaterki jest haftowanie? Czy naprawdę świat ma aż tak mało możliwości?

 
1 Comment

Posted by w dniu 10 Styczeń 2012 in poza czasem

 

Nowy rozdział

Wiem, że zaginęło mi się w eterze, głównie ze względów zdrowotnych, ale mogę was pocieszyć, że nowy rozdział PC trafił do bety. Liczę, że się z nim w miarę szybko uwinie i zaktualizuję tekst

 
2 Comments

Posted by w dniu 10 Grudzień 2011 in Bez kategorii

 

Tagi:

 
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.